Ucz się z nami
  
  
  

18.10. 2017r. grupa naszych uczniów wzięła udział w spotkaniu z Panem Henrykiem Kątnym (zorganizowanym w  bibliotece miejskiej). Opowiadał on o tragicznych dziejach Opola Lubelskiego podczas wojny, a w szczególności o relacjach polsko- żydowskich i  funkcjonowaniu getta, w którym panowały  straszliwe warunki. Opiekę nad uczniami sprawowały s. Marianna Łomża i Anna Gutek.

Od końca 1939 roku Niemcy zaczęli przesiedlać tu Żydów z innych miejscowości m.in. z Puław, Józefowa oraz z Wiednia, a w późniejszym czasie z Kazimierza nad Wisłą i Wąwolnicy. Getto założono w marcu 1941 roku. Obejmowało ono zachodnią część miasteczka. Teren ten od marca do czerwca ogrodzony był drutem kolczastym, a później wysokim na 2,5 metra płotem z grubych żerdzi i desek. Życiem getta kierował Judenrat. W jego skład wchodziło 18 najzamożniejszych i najbardziej wpływowych Żydów opolskich. Judenratowi podlegała służba porządkowa licząca 30 osób. W marcu i maju 1942 roku nastąpiły deportacje do Bełżca i Sobiboru. Ostatecznie getto zostało zlikwidowane 24.X.1942 roku, a jego prawie 9 tysięcy mieszkańców deportowano do Sobiboru i Poniatowej. Ogółem w getcie przebywało ponad 14 tysięcy Żydów, około 500 osób zdołało zbiec z getta i ukryć się w okolicznych lasach.

Początkowo Przewodniczącym Judenratu był Taj. Po marcu 1942r. ilość członków Judenratu zmalała do 12, uległ też częściowej zmianie jego skład. Początkowo miejscem obrad Judenratu była bożnica zlokalizowana na obecnej posesji ob. Gozdura przy ul. Cichej. Opolska synagoga była budowlą, wzniesioną około 1880 r. z białego kamienia. Obok niej znajdował się budynek szkoły żydowskiej, również z białego kamienia. Były to zatem dwa obiekty publiczne. Ale i one od momentu założenia getta spełniały funkcje obiektów mieszkalnych. W synagodze ustawiono piętrowe prycze. Ulokowano w niej Żydów przybyłych z Puław, Wiednia, Francji i Słowacji. Problemem numer jeden w getcie było wyżywienie. Przydziały żywnościowe, które początkowo były realizowane przez Kreishauptmana Branta z Puław i tak nie były wystarczające.

Judenrat, analogicznie jak to było w innych gettach, powołał za zgodą Niemców Żydowską Samopomoc Społeczną (Judische Soziale Selbsthilfe, dalej ŻSS). Przewodniczącym Delegatury ŻSS został 27 X 1941 r. Jakub Goldzamb, a członkami Naftali Rubinstajn i Adalbert Adler. Po kilku miesiącach skład kierownictwa ŻSS uległ zmianie i jego szefostwo spoczęło w rękach Leopolda Wulkana i Jakuba Engela.. Opolska Delegatura ŻSS, w obfitej korespondencji słanej do Głównego Komitetu ŻSS w Krakowie, apelowała o pomoc materialną i finansową. Swe prośby motywowała tym, że do opolskiego getta wciśnięta została ludność żydowska z różnych stron Europy. I rzeczywiście aż 4000 Żydów potrzebowało wsparcia, w tym Żydzi wiedeńscy. W odpowiedzi na liczne prośby Główny Komitet ŻSS w Krakowie wyasygnował dla Żydów w getcie opolskim skromną sumę 7 300 zł.

W 1942 r. legalne możliwości zdobycia żywności od Niemców ustały. Żydzi w getcie byli uzależnieni od możliwości kupna jej od Polaków. Kilkudziesięciu Żydów, w tym katolików, otrzymywało pomoc z zagranicy w postaci paczek. Ich odbiorcą był proboszcz opolski ks. Karol Mares i on przekazywał przesyłki właściwym adresatom. W 1942 r. Ceny żywności wzrosły w stosunku 1940 i 1941 r. kilkakrotnie. W marcu 1942 r. za 1 kg kartofli płacono 3 zł., zaś za chleb 12 zł.. W szybkim czasie wiele z bogatszych rodzin zostało pozbawionych zasobów finansowych i kosztowności. Następował proces zupełnej pauperyzacji społeczności żydowskiej.

Władcą Żydów w opolskim getcie był barczysty, wysoki i bardzo silny fizycznie, psychopata, (jeśli wierzyć relacjom opolan) Landkomisarz Horst Gode. W 1940 r. po przybyciu do Opola polecił on opolskim rzemieślnikom wyremontować dla swych potrzeb pałac po Lubomirskich w Niezdowie odległym o 1 km od Opola. W mieście zaś stale stacjonował w budynku syndykatu 12 osobowy pluton żandarmerii dowodzony przez leut. Rudolfa, który wespół z policją granatową kontrolował życie Żydów i Polaków na terenie gminy Opole Lubelskie.

H. Gode wraz ze swymi kamratami dokonywał nader częstych inspekcji w getcie, w trakcie których od kul i uderzeń ginęło co najmniej kilkunastu Żydów. W lipcu 1941 r. Gode wraz z kompanami wpadł do żydowskiego szpitala istniejącego na terenie getta (w budynku Tuszyńskich) i wystrzelał wszystkich 30 znajdujących się tam chorych. Personel (lekarski i pielęgniarski) rekrutujący się przede wszystkim z Żydów wiedeńskich zdołał zbiec z tego miejsca.

W związku z częstymi wywózkami Żydów z innych ośrodków i gett do opolskiego getta,  indeks prac Judenratu był bogaty a jego rola w skoncentrowanej tu społeczności żydowskiej ogromna. Judenratowi podlegała Służba Porządkowa (Ordnungsdienst). Liczyła ona 30 osób. Do policji byli kierowani głównie młodzi i silni mężczyźni, najczęściej synowie bądź krewni członków Judenratu. W 1942 r. komendantem policji był Kajzer. Każdy Żyd, który sprzeciwiał się wykonaniu polecenia mógł być wtrącony do aresztu, który znajdował się w piwnicach budynku stojącego na rogu ul. Stary Rynek i Kościelnej.

Mieszkańcy opolskiego getta płci męskiej podlegali surowemu obowiązkowi pracy na rzecz Niemiec. Na mocy z 20 I 1940 mężczyźni  w przedziale wiekowym od 14 lat do 60, otrzymali karty rejestracyjne. Za każdą kartę Judenrat pobierał 20 groszy i pieniądze te wraz z odcinkami kart przekazywał za pośrednictwem burmistrza Opola Lubelskiego Fiszera, kreishauptmanowi z Puław. Karty rejestracyjne były wypełniane w obecności lekarza i członków Judenratu w języku niemieckim. Wprowadzenie kart pozwalało Niemcom na dokładną planową eksploatację żydowskiej siły roboczej, a posiadanie ich przez Żydów dawało im fałszywe poczucie bezpieczeństwa.

Na polecenie Godego ekipy Żydów wyruszały codziennie do pracy. Zatrudniani byli w cukrowni administrowanej przez Hanysa, przy robotach porządkowych na terenie osady, w ogródkach szpitalnych, na stacji kolei wąskotorowej, przy pracach drogowych, m.in. Przy ul. Lubelskiej, Nowej oraz w okolicznych majątkach: Niezdowie, Janiszkowicach, Górnej Owczarni, Łaziskach; wielu też pędzono do robót w lasach pod Rozalinem. Ci, którzy szli do pracy, szczególnie do majątków, szli z radością. Wyjście bowiem z getta i trafienie do robót w ogrodzie, w polu, dawało możliwość zdobycia pożywienia dla siebie i dla swych najbliższych, nawiązanie kontaktu z Polakami, omówienie dostaw żywności do getta itp. Bez handlu z Polakami życie w getcie nie byłoby możliwe. Polacy mimo zakazu handlu żywnością dostarczali ją do getta. Płynęły wiec za płot getta worki z kartoflami, kasza i mąką. Zresztą dotarcie do wnętrza getta nie było trudne. Należało  przesunąć znaną sobie sztachetę i przez dziurę wskakiwano na teren getta. W akcji tej najczęściej uczestniczyły dzieci polskie. Żydowska Służba Porządkowa oraz policja granatowa przymykały najczęściej na te wycieczki oczy. A Niemcy przecież na co dzień do getta nie zaglądali. Bali się oni panujących w getcie chorób. Na wiosnę 1941 r. wybuchła w getcie epidemia tyfusa. Jej ofiarami było ponad 500 Żydów. Zresztą i do wiosny 1941 r., do momentu wybuchu epidemii, śmiertelność wśród Żydów była bardzo duża. Codziennie marło tu bądź ginęło 50 osób. Służba dezynfekcyjna wywoziła każdego dnia ciała na cmentarz i tam dopełniała reszty swych obowiązków. Największe jednak pokłosie śmierci przypadło na mieszkańców trzech baraków. Ci, co do nich trafiali mieli już los przesądzony: śmierć w baraku z głodu i pragnienia, gdyż zgromadzeni w nich Żydzi nie otrzymywali w zasadzie ani pożywienia ani wody. Te nieludzkie warunki wytrzymywały tylko jednostki bardzo silne. Po nocy w baraku służby dezynfekcyjne z każdego z nich wynosiły po co najmniej 10 trupów i wiozły je na cmentarz.

Na wiosnę 1942 r. po wtłoczenie do getta Żydów z Kazimierza, Wąwolnicy i Józefowa, Słowacji i Francji ich ilość wzrosła do 11 tyś. Osób. Kreishauptman Brandt nalegał, aby akcje likwidacji Żydów, czyli tzw. Akcję „Reinhard” przyśpieszyć. Gode wraz ze swymi kamratami bardzo gorliwie realizował te wytyczne. Ten psychopata żądał od Judenratu, by każdej niemal nocy przysyłano mu parę najładniejszych dziewcząt z getta, urządzał w pałacu w Niezdowie orgie z udziałem innych Niemców. Przywłaszczał też sobie złoto, aż wreszcie został przez swych ziomków oskarżonych o defraudację, związki z Żydówkami i osadzony w więzieniu na zamku w Lublinie. Tam go widzieli aresztowani opolanie odbywający karę na przełomie 1942/1943 r. Za te czyny został on przez swych ziomków zlikwidowany.

Dnia 31 III 1942r. 1 950 Żydów opuściło opolskie getto. Zostali przewiezieni koleją wąskotorową do Nałęczowa, a stamtąd pociągiem do Bełżyc. W maju tegoż roku skierowano kolejny transport 2 000 osób do Sobiboru. Zdając sobie sprawę, że transport oznaczał śmierć, kilku Żydów oddało swe dzieci Polakom na wychowanie. Oczywiście Polacy, m.in. Koźmińscy, Kozłowscy i inni otrzymywali wynagrodzenie. Nie zawsze jednak Polacy dotrzymywali umowy. W społeczności miasteczka  po dziś dzień znana jest sprawa Rudki, pięknej córeczki Żyda, Goldwassera, który przed udaniem się do transportu przekazał dziewczynę rodzinie polskiej. Kilkoro dzieci żydowskich mimo początkowych zapewnień opiekunów zostało wydanych Niemcom i zastrzelonych.

Podczas majowej łapanki 1942r. ujęci zostali na Starym Rynku w getcie Henryk Gejszychter i jego wychowanek. H. Gejszychter był powszechnie znaną osobistością w Opolu. Prowadził on sklep drogeryjny, a jego żona Żenia była lekarką. Henryk Gejszycherr i jego wychowanek zażyli truciznę. Żona wraz z córkami Romą i Dorą na wiadomość o tym zbiegły z getta i znalazły schronienie u dyrektorki administracyjnej szpitala Wiesławy Myczkowskiej. Po kilku dniach ukrywania się na terenie szpitala Gejszychterowa wraz z córkami zostały przewiezione do Warszawy, gdzie przeżyły okupacyjną gehennę. Wespół z pielęgniarką Czesławą Jakubicką W. Myczkowska uratowała od zagłady technika dentystycznego – Andrzeja Rajchmana. Obydwie załatwiły mu „lewe papiery” na podróż do Warszawy. Tam A. Rajchman przechowywał sie do czasu wybuchu powstania 1 VIII 1944r., w którym wziął czynny udział i w trakcie którego bohaterską śmiercią poległ. W. Myczkowska ocaliła również życie Helenie Stesłowicz- Żydówce obecnie mieszkającej w Bazylei (Szwajcaria), na której wniosek została uhonorowana przez Instytut Pamięci Narodowej Yad Vashem w Jerozolimie medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”.